Czego możemy się nauczyć z niektórych paskudnych map pokazowych

4 lutego 2019 r.

[Uwaga redaktorów: Ten artykuł został napisany przez Patricka McGuire'a]

Bez względu na to, czy jesteś muzykiem od dziesięcioleci, czy też ćwiczysz na swoim pierwszym koncercie, zawsze istnieje nieunikniony poziom niepewności, jeśli chodzi o występy na żywo. Grałem setki koncertów, ale za każdym razem, gdy gram, wciąż odczuwam nutę paniki, i to nie bez powodu.

Wykonania są ryzykowne, nie tylko ze względu na ich zdolność do uczynienia wykonawców wrażliwymi emocjonalnie, ale także dlatego, że tak wiele może pójść źle. Dzisiaj przyglądamy się niektórym paskudnym historiom przedstawień i widzimy, czego muzycy mogą się od nich nauczyć.

Ogniste nieszczęście Franka Zappy było inspiracją dla innego zespołu.

Wszyscy powinniśmy starać się uczyć na błędach występów na żywo, ale pokazywanie katastrof staje się źródłem twórczej inspiracji dla niektórych artystów. Na pokazie Franka Zappy w kasynie w Szwajcarii w 1971 roku drewniany sufit stanął w płomieniach po tym, jak ktoś z tłumu wystrzelił w budynku rakietę. Deep Purple, który był w mieście, aby nagrywać, został zmuszony do ucieczki ze sceny wraz z innymi uczestnikami koncertu. Incydent ten zainspirował ich piosenkę "Smoke On The Water", która stała się wielkim hitem.

Z wyjątkiem ogromnej wartości, jaką jest przekształcenie złej sytuacji w coś kreatywnego, nie ma zbyt wiele mądrości, by czerpać z tego zdarzenia. Jeśli coś złego może się zdarzyć na żywo, to prawdopodobnie w końcu, niestety.

Katastrofa uderzyła w Iana Andersona Jethro Tull'a, zanim postawił stopę na scenie.

Nasza kolejna historia, która pochodzi z filmu fabularnego w The Guardian o najgorszych doświadczeniach koncertowych muzyków, nie jest dla słabego serca. Jethro Tull's Ian Anderson opisuje występ na nieczynnym już nowojorskim stadionie Shea, gdzie wydarzyła się jedna z najgorszych rzeczy, jakie można sobie wyobrazić. "W tych ostatnich chwilach przed wyjściem na boisko, zostałem nagle przesiąknięty ciepłym, lepkim płynem z góry, gdzie niektórzy z rzędowatych, 50 tysięcy widzów spoglądali w dół na rampę dla zawodników". Dopiero gdy rozpocząłem niesłyszalny pierwszy wers Thick as a Brick na gitarze akustycznej, z rezygnacją zdałem sobie sprawę z przerażenia, że płyn, który założyłem, że jest piwem, w rzeczywistości wcale nie jest piwem. To był mocz."

Anderson kończy księgowanie swoich okropnych doświadczeń mówiąc "musisz się śmiać", co jest głęboką radą. Ludzie są wstrętni, zwłaszcza gdy są odurzeni i należą do ogromnego, amorficznego tłumu. Ktoś dosłownie zapłacił dobre pieniądze, żeby zobaczyć Jethro Tull'a i zdecydował się oblać jednego ze swoich członków, zanim nawet dostali szansę na grę. To znaczy, że Anderson nie mógł nic zrobić, aby uniknąć tego, co się z nim stało.

Na szczęście większości z nas nic takiego nie stanie się w naszej karierze, ale jest to przykład tego, jak występowanie może otworzyć Cię na naprawdę okropne okoliczności.

The Sex Pistols wyszli z kaprysem zamiast z hukiem

Pierwsza i jedyna trasa koncertowa Sex Pistols najwyraźniej wywołała tak duże poruszenie, że fani prawie rozpętali zamieszki w całych Stanach Zjednoczonych w 1974 roku. Na ostatnim koncercie w San Francisco, który następnie stał się również ostatnim występem zespołu, zespół zagrał tak słabo, że przeszedł do historii.

Pomiędzy zmęczeniem, brakiem przygotowania i historycznym rozdrobnieniem członków spektakl był katastrofą. Główny wokalista Johnny Rotten, który tak bardzo walczył z grypą, że kaszlał krwią, wdał się w kłótnię z basistą Sidem Viciousem, który był w rzucie ciężkiego uzależnienia od heroiny. Rotten gnił przez cały set i kończył show pytając widzów: "Miałeś kiedyś wrażenie, że zostałeś oszukany?".

Jest to sytuacja, w której problematyczna postać publiczna zespołu połyka wszystko, co w nim dobre, w tym również swoją muzykę. The Sex Pistols biorą na siebie część winy, ale nie całą. Menadżer Pistols Malcolm McLaren przyznał się później do zarezerwowania zespołu w południowych barach nurkowych, aby celowo wzbudzić kontrowersje, co znacznie pogorszyło sytuację.

Kot niespodziewanie dostał język U2 Bono na koncercie w Berlinie.

Na ostatnim koncercie w Niemczech, Bono U2 nagle stracił głos w połowie koncertu. W teledysku ikoniczny muzyk zrzuca winę za swoje kłopoty z wokalem na maszyny do palenia i najwyraźniej był tak zmartwiony, że później zobaczył się z lekarzem w tej sprawie. To, co się tutaj wydarzyło, to w zasadzie koszmar każdego wokalisty: fakt, że można było śpiewać doskonale w ciągu minuty i ledwo mówić dalej.

Obowiązują tu standardowe rady, w tym "nie naciskaj zbyt mocno", znaj swoje ograniczenia i rób rozsądne rzeczy, aby dbać o siebie jako muzyka.

Ale większą lekcją jest wiedza o tym, kiedy należy zrezygnować. Zamiast przepychać się przez show i potencjalnie trwale niszczyć swój głos, Bono przerwał koncert w połowie drogi, co rozczarowało tysiące fanów. To nie mogło być dla niego łatwe.

Nie można przewidzieć, co się wydarzy na żywo, ale można być przygotowanym, jak to tylko możliwe, i że praca idzie długą drogę. I choć są wyjątki, większość widzów widzi muzykę na żywo, chcąc, by wykonawcy grali jak najlepiej, a nie przykrywali ich obrzydliwymi płynami ustrojowymi. Jako muzycy, najlepsze, co możemy zrobić, to pokazać się gotowi do grania i dać publiczności coś prawdziwego i zniewalającego.


Patrick McGuire jest pisarzem, kompozytorem i doświadczonym muzykiem koncertowym.

Tags: featuring na żywo występujący pokaz wpadki na pokazie zwiedzanie